piątek, 29 sierpnia 2014

Chapter two.

- Harry, jesteś najmłodszy w zespole, tak? - pytam się, gdy zaczynamy wracać do domu.
- Tak. Tylko mi nie gadaj, że jestem - nie pozwalam mu dokończyć.
- Słuchaj nie prowokuj mnie - mówię cicho, a on chichocze. - Lepiej wracajmy - bąkam i krzywię twarz.

***Oczami Harry'ego***


Czerwone włosy spadają na jej delikatną twarz. Poprawia je i zaczyna ruszać.  Idę za nią, a po chwili jestem obok niej. Patrzę na jej twarz. Jest zdenerwowana. Jak tak szybko ta dziewczyna może zmienić nastrój? Czary.
- Ile lat trwa już wasz zespół? - dziewczyna się już uspokaja. Patrzę na nią zdziwiony.
- To ty nie wiesz? - pytam, a jej twarz wyraża smutek.
- Nie widziałam się z Niall'em od trzech lat - mówi cicho i spuszcza głowę.
- Dwa lata - odpowiadam jej.
- Och, to sporo - mówi cicho i podnosi głowę. 
- Tak. Z chłopakami jesteśmy jak bracia. Znamy się już długo, bo jeszcze X-Factor.
- Aha - mówi bez uczuciowo. - Może zagramy w grę na pytania i odpowiedzi? - pyta i lekko się uśmiecha.
- Okej, ale ja zaczynam - mówię, a ona żartobliwie uderza mnie w ramię. To chyba tak? - No dobra. Ile masz lat?
- Siedemnaście. Skończone, a ty? - pyta i się uśmiecha.
- Osiemnaście. Skończone - odpowiadam jak ona. - Czerwony to twój naturalny kolor włosów? - pytam zaciekawiony.
- Nie - odpowiada ze śmiechem. Normalnie kopia Niall'a. - Masz serio kręcone włosy? - pyta, a ja wybucham śmiechem.
- No wiesz co, nie. Dzisiaj mnie zobaczysz w wałkach wieczorem - odpowiadam, a po chwili wybuchamy razem śmiechem. - Lubisz jeść?
- Tak, bardzo. Kiedy był twój pierwszy pocałunek? - tym zwala mnie z nóg.
- Jak miałem 11 lat, a ty?
- Też - mówi i się lekko uśmiecha. Jeszcze długo tak graliśmy, aż w końcu dochodzimy do domu. Wchodzimy razem, a Rose zaczyna krzyczeć, że wróciła. - Jaki Silience Here - mówi, a ja wybucham śmiechem. Ja nie mogę z nią. Ona mnie doprowadzi do śmierci ze śmiechu. - Dobra idę się rozpakować i do łóżka - mówi zdejmując buty. - Pokażesz mi gdzie jest łazienka? - kiwam twierdząco głową. - Okej, to chodź - mówi i ciągnie mnie za rękę na górę. Staje, gdy już weszła po schodach, i tym razem to ja ją ciągnę za rękę. Prowadzę ją do naszej ogromnej łazienki. Wchodzimy do niej, a ona coś klnie pod nosem.
- Co się stało? - pytam.
- Zapomniałam piżam z Irlandii - mówi cicho i spuszcza głowę.
- Dam ci moje dresy i koszulkę, okej - mówię, a ona kiwa lekko głową, na o ja się uśmiecham. Prowadzę ją do swojego pokoju. Wyciągam z szafki ubrania i jej podaję.
- Oni śpią, czy co? - pyta, a ja rozszerzam oczy ze zdziwienia. - No co? Nie można się zapytać? - mówi już trochę wnerwiona.
- Jest po 23. Coś długo wracaliśmy z tego spaceru - mówię sprawdzając godzinę na moim telefonie.
- A macie drugą łazienkę? Z prysznicem? - pyta się.
- Tak. Jest na dole. Jak zejdziesz, to jest korytarz. Pierwsze drzwi po lewej - odpowiadam, a ona kiwa głową.
- Dobra. To ja idę się umyć na dole, dobranoc - rzuca i wychodzi z mojego pokoju.

***

Umyłam się i przebrałam w ubrania od Harry'ego. Teraz siedzę w moim pokoju. Jest taki w moim stylu... Skąd Niall wiedział co lubię? A tak, rozmawiał z mamą. Bezsens. Tak dawno do nas nie dzwonił. Do mnie... A teraz tak po prostu jest dla mnie milusi. och, żebyś kurwa się udusił przez ten sen. Myśli, że co? Że jak jest sławny, to może się ze mną nie kontaktować? O nie!
Słyszę ciche pukanie. 
- Proszę - mówię, a drzwi się uchylają i widzę smukłą sylwetkę chłopaka o kręconych włosach. - Co chcesz? - marszczę brwi.
- Możesz spać? - co za pytanie. Jasne, że nie.
- Nie, i co? - mówię, a on siada na moim łóżku. Patrzy się na mnie, a ja już wiem o co mu chodzi. - Nie, nie będziesz tu spać. Wypad - mówię i uderzam go w tył głowy.
- Ała! No dobra już - mówi i wychodzi. Ja kładę się w moją mięciutką pościel i jakimś cudem usypiam.

piątek, 23 maja 2014

Chapter one.

Wysiadam z przeklętej limuzyny. Stoję przed ogromną willą mojego "braciszka", którego nienawidzę. Tępak. Myśli, że jeśli jest sławny, to wszystko mu wolno. Tak na prawdę nie jest. Wszyscy go kochają tylko za to. A ja? Jestem piątym kołem u wozu. Zawsze Niall to, Niall tamto. Zapomnieli o mnie.
Wchodzę do domu (jeśli można to tak nazwać). Od razu słyszę radosne krzyki i śmiechy. Gdy wchodzę od razu całe towarzystwo cichnie. Przyciągam bliżej siebie moją walizkę, po czym zamykam drzwi. 
- Niall! Twoja siostra! - krzyczy jeden z nich. Mulat. Kakaowe tęczówki, które bardzo hipnotyzują.
Po chwili słyszę kroki na schodach. Zbiega mój brat. Włosy blond - jak zazwyczaj. Nic się w nim nie zmieniło. Ten sam chytry uśmieszek, który chciałabym mu zmyć z tej ślicznej twarzyczki.
- Cześć Rose - mówi przytulając mnie. Stoję jak idiotka i czekam aż mnie puści.
- Taa, cześć Niall - w odpowiedzi mu burczę. - Puść - wykonuje moje polecenie i patrzy się na mnie smutnym wzrokiem. O nie! Niall jest idiotą i to wiem. Chyba, że jest inny?
- Więc tak. To Zayn - mówi wskazując na mulata. Posyła mi uśmiech. - To Louis - mówi, a Louis'a spycha Zayn z łóżka. - To Liam - kiwa mi głową. - A to ... Harry - mówi, a ja patrzę na chłopaka, który jest we mnie wpatrzony jak w obrazek. Macha mi lekko ręką na przywitanie oraz szeroko się uśmiechając. Odmachuję mu i posyłam lekki uśmieszek. Podchodzi do mnie. 
- Cześć - mówi, a ja tylko kiwam głową.
- Hej - odpowiadam.
 - Nieźle traktujesz Niall'a. U nas jest najmilszy - mówi - zastanów się - dokańcza, a ja sztywnieję. Marszczę brwi i mam już coś powiedzieć, ale stojący obok Niall zatyka mi swoją ręką buzię.
- Żart - mówi Harry.
- Czego się już tak burmuszysz? - mówi Niall.
- To niech sobie nie pogrywa! - wrzeszczę i biorę swoją walizkę. Idę na górę po schodach. Szukam mojego pokoju, ale nie mogę znaleźć.
- Szukasz czegoś? - momentalnie podskakuję. Po chwili się odwracam. Za mną stoi Louis. - Spokojnie, to tylko ja.
- Um, nie mogę znaleźć pokoju - mówię, a on mnie delikatnie łapie za rękę i ciągnie do jednego z pokoi. 
- To twój pokój - mówi.
- Tak. Dzięki - mówię i posyłam mu lekki uśmiech.
- Czemu jesteś niemiła dla Niall'a?
- Teraz ty? - mówi i marszczę brwi. - Słuchaj, masz jakiś problem? Twoja sprawa? Nie. To po co się wpieprzasz? - mówię, a on tylko wzdycha.
- Zadałem ci tylko pytanie. Zaczynasz się na mnie drzeć. O co ci do cholery chodzi? - mówi. 
- O nic. Możesz wyjść? - pytam, a on kiwa głową i wychodzi.

***

Wychodzę ubrana w to na dwór. Idę przez ulice Londynu wolnym krokiem. Nagle ktoś mnie uderza, tak, że machinalnie bym upadła, gdyby ten ktoś mnie nie złapał. Tym ktosiem okazuje się Harry. Jego zielone oczy zaczynają mnie hipnotyzować. Są takie piękne...
- Wszystko w porządku? - pyta mi się, a ja przytakuję. - To dobrze. W ogóle co tu robisz? - pyta nagle i pomaga mi wstać.
- Chodzę i myślę - odpowiadam i staję naprzeciw niego. - Masz ładne oczy - mówię, a on się uśmiecha.
- Podobają ci się? - mówi, a ja cały czas przytakuję. - Mi nie za bardzo - mówi zmieszany i spuszcza głowę. - Wyjdziesz gdzieś jutro ze mną?
- Ale po co?
- Tak sobie. Chcę cię lepiej poznać, i tyle - wzrusza ramionami, a ja całuję go w policzek. Rumieni się, na co ja się uśmiecham.

Obserwatorzy